Historia Irmin


"Mało jest krasnoludów na świecie, jeszcze mniej krasnoludzkich kobiet, ale juz do absolutnej rzadkości zaliczają się krasloludki - kowale.

Imrin podobnie jak jej rówieśniczki młodość spędziła w jaskiniach. Wychowywana w kilkunastoosobowej grupie czas spedzała na nauce o kamieniu, stali, grzybach i o tym jak przeżyć w tym niegościnnym, podziemnym świecie. Ale czas beztroski się skończył, wraz z osiągnięciem wieku 15 lat Imrin opuściła rodzime strony w poszukiwaniu celu w życiu. Parała się tysiącem zajęć - od zielarstwa poprzez leznictwo, a skończywszy na alchemii. Ale jakoś nie mogła znaleźć tego "czegoś". Rzeczy która by pochłonęła ją od stóp do głów i wprawiła w bezsenność. Zajęcia, któremu poświęciła by się bez reszty pracując w pocie czoła od świtu do zmierzchu z usmiechem na ustach. Aż do tego dnia...

Pętając się po świecie Imrin zawędrowała do niewielkiego miasteczka na południu kontynentu, miasteczka zwanego Gludio. Bez grosza przy duszy i z okropnym ssaniem w żołądku, zaczeła szukac jakiegoś dobroczyńcy, który poratowałby groszem w potrzebie.

Kobietom krasnoludzkim zabrania się wchodzić do kuźni swoich mężów. Ogólnie powiada się, że nie są godne przestąpić progu tego sanktuarium. Krasnoludki, jako, że nie były nigdy ani nadzwyczaj ciekawskie ani nie miały buntowniczej krwi zgadzały się ze zdaniem mężczyzn i szukały innego zajęcia. Ale kiedy głód ssie w brzuchu rozsądek i zasady schodzą na dalszy plan.

Kuźnia była pusta. Kowale najwyrazniej mieli przerwę, albo tez udali się po składniki do stopów i mieszanek. Po całej sali walały się narzedzia: młotki, dłuta, miechy i dziesiatki innych urządzeń których przeznaczenia Imrin mogła się jedynie domyślać. To co przykuło uwagę krasnoludki to setki błękitnych kapsułek, każda wielkości połowy kciuka leżących w skrzyni na warsztacie w odległym kącie kuźni. Podeszła aby sprawdzić co to jest i do czego służy. Wzięła jedną kapsułkę do ręki i z zachwytem patrzyła jak światło rozchodzi sie po jej wnetrzu. Nacisneła jednak zbyt mocno i małe cudo pękło obsypując Imrin tysiącem niebeskich iskier. Zaskoczona i nieco przerażona krasnoludka wybiegła z kuźni w popłochu zatrzaskując za sobą drzwi. Po przebiegnięciu kilku metrów usłyszała huk. To futryna razem z drzwiami od kuźni uderzyła o ziemię...

Imrin była wystarczająco inteligentna aby skojarzyć swoją nadzywczajną siłę z pękniętą kapsułką, ale ciekawość nakazała jej to sprawdzić ponownie. Zbilizyła się do ściany kuźni i z rozmachem uderzyła w nią pięścią. Ściana ani drgeła, za to krasnoludka krzykneła z bólu. Wtem usłyszała za sobą gromki smiech kilku osób. Odwróciwszy się stwierdziła że to krasnoludy - kowale z tej kuźni. Spotrzegła też że jest na twarzy czerwona jak burak i najchętniej zapadła się pod ziemię. Ale właściciele byli najwyraźniej w dobrym humorze, bo jeden z jich wszedł do środka budynku i za chwile wyszedł z garścią kapsułek. Zgniótł jedną i buch! W solidnej ścianie kuźni pojawiła się dziura po uderzeniu wzmocnionej magią pięści. Zgniótł kolejna i znowu kawałek ściany poleciał w drzazgi. Kiedy zamachnał się trzeci raz dwa pozostałe krasnoludy rzucły sie na niego przerażone najwyraźniej perspektywą że ich dom zaraz rozleci się w drobny mak...

Dalej było już górki. Imrin musiała jakoś odkupić drzwi do kuźni, więc trzej weseli kowale nauczyli ją kilku przepisów i ciężką pracą szybko odpracowała zniszczone wierzeje oraz, co więcej, zyskała ich zaufanie oraz szacunek. Czwórka krasnoludów - nieocenionych w przyjaźni i niezwycięzonych w bimbrownictwie szybko stała się sławna w całej okolicy. W końcu po krasnoludkę zaczeli się zgłaszać możni z ofertą pracy w ich kasztelach. Jednak odpowiedź była zawsze taka sama - nie. Imrn bardzo ceniła sobie towarzystwo przyjaciół, nie ciągnęło ją do bogactwa a wszystko czego potrzebowała miała na miejscu.

Czerwcowego poranka, zanim jeszcze słońce wstało, u drzwi kuźni w Gludio rozległo się pukanie. Imrin, jako że już nie spała szybko otworzyła, zaciekawiona, kto o tak pogańskiej porze potrzebuje usług kowala.
Przed nia stały 3 zakapturzone postaci, dwa mroczne elfy i krasnolud. Jeden z drowów zrzucił kaptur i podrzedł do niej.
-Nadurin, do usług. To bracia Duroc i Jazzakar. - Wspomnieni kiwnęli lekko głowami.
-A ja jestem Imrin, wejdźcie nieznajomi. - Machnięciem ręki zaprosiła przybyszy do środka gdzie czekali już pozostali kowale.

Sprawa jest nie cierpiąca zwłoki - zaczął ten nazywający siebie Nadurinem - Znaleźlismy zwój przepisu na Włócznię Nieskończoności, mamy również potrzebne składniki. Mamy kowala - ręką wskazał na krasnoluda - ale jest problem. Przepis wymaga , żeby dwaj kowale byi przy tworzeniu włóczni. Przybylismy więc do najsławniejszej kuźni w królestwie prosząc was o pomoc. Czy jest tutaj śmiałek który odważy się podjąc tego zadania? Od razu mówimy, że ryzyko jest duże ale i wdzięczność Zakonu, jesli projekt sie powiedzie, będzie ogromna.
Przez kilka uderzeń serca w izbie panowała cisza. Wtem Pinter - krasnolud z którym Imrin zżyła się najbardziej szepnał do niej - Idź. Przecież widzę, jak ci się oczy zaświeciły...

Oto rozpoczął się się kolejny etap w życiu krasnoludki. Pracuąc dla Zakonu Valakasa od każdego brata mogła liczyć na szacunek i wsparcie. Poznała nowych przyjaciół i sama dała się poznać jako wierna towarzyszka. Krasnoludka rzadko jednak opuszczała lochy zamku gdzie Zakon miał swą siedzibę. Pracując w trudzie i znoju prawdziwą radość dawały jej trofea - pamiątki które dostawał od braci w uznani dla jej wyrobów bez których nie udałoby się im ubic jakiejśc poczwary.

A co z Włócznią nieskończoności? Została stworzona. Jednak Zakon uznał, że tak potęzna broń nie może być w rękach śmiertelników, gdyż zawsze znajdzie się ktś kto zapragnie użyć jej destrukcujnej mocy. Postanowiono więc jedno - Erllandor, najpotężniejszy z braci wyruszył samotnie w kierunku Gniazda. Po dwóch miesiącach powrócił.
-Pan przyjął dar! - rzekł do Nadurina
-Chwała Jaszczurowi! - odrzekł Najwyższy z Rady.
-Chwała! Chwała! po trzykroć chwała! - odkrzyknęli pozostali bracia.

I tak potpczyła się historia najlepszej krasnoludki wśród kowali - Imrin, aż do dnia dzisiejszego kiedy wielu uważa ją już tylko za legendę. Za przykład dawany krasnoludzkim dziewczynkom przez matrony. A niestrudzona Pani-kowal siedzi w podziemiach, gdzieś na południu kontynentu z uśmiechem na ustach tworząc coraz to wymyślniejsze bronie. i może wreszcie powiedzieć - Znalazłam..."