Historia Inaeta, maga - część pierwsza.
Od czego można taką historię zacząć? Cóż… Początkiem były moje narodziny… Ale co w tym specjalnego? Zwykły wiejski domek, w nim moja matka i znachor Ziółko. Nie będę opisywał szczegółów nie pamiętam tej sytuacji tak dobrze…
Co później? Może pierwsze trzy lata mojego życia… Z nich wyniknęło tyle, że nazwano mnie Szkiełko i że mam jakieś magiczne moce, czy coś… Zdarza się to często, zwłaszcza jeśli w rodzinie jest ktoś, kto też był „umagiczniony”, więc nie ma się nad czym rozwodzić. Postanowiono, że Ziółko zajmie się moją edukacją i wyszkoli mnie na nowego znachora, ale nie tak od razu… póki co mam trzy lata, jestem za mały i mogę zająć się tym czym zajmują się dzieci w moim wieku, tak więc dzieciństwo upływało mi na wesołej zabawie, w błogiej nieświadomości, że już niedługo zacznie się nauka i wszelkie związane z nią ograniczenia…
Co teraz? Może… Siódme urodziny… Dość znaczący dzień mojego życia. To właśnie tego pięknego letniego dnia Ziółko powiedział mi co mnie czeka… Ucieszyłem się… Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że nauka to też pewna forma pracy… Ale wyraziłem zgodę na zamieszkanie u mojego mistrza (oczywiście nie musiałem Go nazywać mistrzem. Ziółko… Ziółko to był... Ziółko). Jak upływała nauka? Chyba nietrudno się domyślić… Głównie na siedzeniu przy książkach, których Ziółko miał naprawdę dużo, oraz na zbieraniu roślin, porównywaniu ich z zielnikami, poznawaniu właściwości… Generalnie na tym na czym powinna upływać nauka kogoś, kto ma się zajmować w przyszłości właśnie tymi rzeczami…
Podobno lubiłem się uczyć… Powiem inaczej… Lubiłem się uczyć wszystkiego tego, czego nie musiałem. Ziółko nie miał o to pretensji, wszak wykonywałem także zadane mi przez niego prace, więc i nie miał o co. Ale… Z ciekawości mogą wynikać rozmaite konsekwencje… Przytoczę tutaj scenę: Mam trzynaście lat, Ziółko poprosił mnie o przygotowanie wywaru… Jakiego? Nie pamiętam, pewnie znów zmieszać to z tamtym i dodać trochę tego takiego czarnego… to nieistotne w tej chwili. Zacząłem od rozpalenia ogniska i usłyszałem:
- Szkiełko!
- Co?
- Jak to co?! Coś Ty zrobił?!
- Co? Ogień rozpaliłem.
- To widzę! Ale jak?!
- Jak? No… tego… normalnie. Powiedziałem trzy słowa …i się zapaliło.
- I to ma być normalnie?! Przecież normalnie nikt nie używa magii do zapalenia ognia! A poza tym to gdzie żeś wyczytał te słowa?!
- W tamtej takiej niewielkiej książce co ją trzymasz przy biurku…
- Ehh… Ty i ta Twoja ciekawość… Pamiętaj tylko, że z taką magią trzeba być bardzo…
- …wiem, wiem… Ostrożnym.
- Tak właśnie! Ostrożnym… - Tu Ziółko zaczął nad czymś poważnie myśleć, a potem bez słowa siadł nad pergaminem i zaczął coś pisać. Nie pytałem, nie moja sprawa… Zresztą Ziółko ciągle coś pisał…
Później okazało się, że jednak moja sprawa… Do wioski zajechał pewien „magiczny” jegomość. Pergamin, który miał nie mieć dla mnie żadnego znaczenia, był listem kierowanym właśnie do Adeara, tak się ów czarodziej nazywał, a zawarta była w nim prośba o kilkuletnie szkolenie mnie na maga. Adear zgodził się zabrać mnie w swoje strony, gdzie rozpocząłem naukę magii… Dowiedziałem się też na przykład, że na naszym świecie żyją nie tylko ludzie, że świat nie jest taki mały jak do tej pory myślałem i że z ogniem naprawdę trzeba uważać… Bardzo…
Nauki u Adeara pobierałem przez pięć lat, nauczyłem się używać magii do leczenia niektórych chorób, zasklepiania ran, wzmacniania leczących wywarów i wielu innych rzeczy, które były potrzebne mi, bym mógł rozpocząć pracę… Oczywiście poznałem też pewne ogniste zaklęcia, które kilka razy mi pomogły… a kilka razy… cóż… trzeba było uważac. Nazwano mnie Inaetem. Podobno w wielkim świecie nie mogę przedstawiać się jako Szkiełko… Jakim wielkim świecie? Przecież nie poznam większego świata niż moja wioska i… no i to miejsce oczywiście… Więc jako osiemnastoletni młodzieniec wróciłem do domu. Wielu się cieszyło, inni trochę mniej, a byli i tacy którym najwidoczniej bardzo mój powrót nie odpowiadał…
Więc zacząłem pracę w wiosce… Pracę, do której byłem przygotowywany przez jedenaście lat i którą miałem się zajmować, aż znajdę zastępcę… Jednak nie mogłem tak po prostu wejść na miejsce, które aktualnie zajmował Ziółko, więc zacząłem jako jego pomocnik. Oczywiście obaj wiedzieliśmy, że znacznie przewyższam go wiedzą i umiejętnościami, ale… Co z tego?



