Historia przejścia
Koniec jest bliski. Nadejdzie on niespodziewanie i z wielką mocą, niepowstrzymany i straszliwy niczym huragan. Aden i Elmore strawią płomienie wojny, niebiosa się zawrą ni rosy, ni deszczu nie zsyłając na południu, Biała Śmierć pochłonie północ i zawrze w lodowatym uścisku. Kuźnia Bogów spłynie ognistymi rzekami i zaleje wschód. W zachód uderzą wichry i niebo przysłonią gradowe chmury, tak, że nic na nogach się nie ostoi, co zaś upadnie pogrzebie lód. Ziemia ruszy się z posad i wstrząśnie każdym budynkiem tak, że nie ostanie się kamień na kamieniu. Nastają dni końca.
Avialee i Elaive Amale ; Starsze Shillien i Wielebne Zakonu
*
Powietrze w Czerwonej Sali było upalne i suche, ochłody nie dawał najlichszy nawet wietrzyk. Na twarzach zebranych wokół Stołu Mędrców pot występował niczym słona rosa. Długą, pełną napięcia ciszę przerwał głos Namiestnika
- I nijak nie idzie temu zaradzić ; bardziej stwierdził niż zapytał.
Bliźniaczki pokręciły głowami. Avialee przygryzała wargę, a Elaive mięła kraj tuniki. Erllandor odchylił się na krześle, skrzyżował ręce na piersi i zmarszczył czoło patrząc w powałę.
- Zróbmy to, co ostatnio ; stwierdził ; portal do innego świata i po sprawie.
- Obawiam się, że to nie takie proste; - rzekł nieco drżącym głosem Binos ; to, co się dzieje wokół, lub też przyczyna, z jakiej się pojawiają anomalie ma także wpływ na magię. Zeszłej nocy próbując zamknąć okiennicę wietrzykiem wyrwałem ją razem z futryną, a dziś rano omal nie zginąłem, bo miast rzucić huragan powiększyłem meduzę do rozmiarów stodoły.
Mellion parsknął śmiechem, lecz rychło ucichł pod chmurnym spojrzeniem Namiestnika.
- Próbowałem dzisiaj przed naradą ; ciągnął Binos - wraz Verminem i Dimithilem otworzyć portal z jednego końca zamku na drugi. Wpuściliśmy do niego dwa kruki. Jeden rozbryzgał się przy zetknięciu z portalem. Drugi przeszedł. Ale wylądował w Sali Tronowej i miał kuper w miejscu głowy. Mocno przysmażony kuper.
Tym razem Mellion nawet się nie uśmiechnął.
- Być może jest jednak wyjście ; rzekła niepewnie Avialee
Spojrzenia zebranych powędrowały w stronę kapłanek
- Od dłuższego czasu badałyśmy sposób ; zaczęła Elaive - w jaki nasze, to znaczy nasze jasnoelfie dusze, znalazły się w ciałach mrocznych. Pytałyśmy wielokrotnie Pani Mroku jak się to stało i na własną rękę prowadziłyśmy; eksperymenty;
- W toku tych badań znalazłyśmy sposób jak tchnąć nasze dusze w ciała rodzących się na innej płaszczyźnie egzystencji.
W sali podniósł się szmer rozmów.
- Nie trzeba do tego ; ciągnęła dalej Avialee ; ni krztyny znajomości arkanów Sztuki. Wszystko opiera się na sile wiary, potędze Matki naszej Shillien;
- Oraz kilku kryształach ; dokończyła Elaive.
Widząc jeszcze większe poruszenie i rosnące zaintrygowanie bliźniaczki przeszły do szczegółów. Upajając się przy tym zainteresowaniem ze strony współbraci.
- Pamiętasz Durocu, jak namówiłyśmy Cię do wykucia kapsułek w kształcie zwierząt? Nie było to bezcelowe;
**
W jednaj z sal Prywatnej Akademii Hardina mrok rozświetlały jedynie migotliwe światła świec i pochodni umieszczonych dookoła ołtarza. Na nim widniało wyobrażenie dwóch stylizowanych pentagramów składających się z run, nałożonych na siebie, jednego białego, drugiego czarnego, które wspólnie tworzyły dekagram. Na nim ułożone były misternie wyrzeźbione kryształowe statuetki przedstawiające mrocznych elfów i ludzi. Tak doskonałego warsztatu były owe rzeźby, że gdyby były naturalnej wielkości można by rzec, że to żywe istoty w kryształ zaklęte. Wrażenie potęgowały płomienie, odbijając się migotliwie na lśniącej powierzchni statuetek, zdawały się poruszać, spoglądając wokół ognistym wzrokiem.
- Czy to aby właściwe miejsce na Rytuał Reinkarnacji? ; spytał z niepokojem Vermin
- Nie ; odparły siostry, a nawet powieka im przy tym nie drgnęła.
Źrenice Vermina rozszerzyły się ze strachu.
- Jedynym właściwym miejscem byłaby Wielka Świątynia Shillien ; rzekła Avialee - ale biorąc pod uwagę, że po najeździe pozostały tam jedynie zgliszcza i ciała zmasakrowanych kapłanów...
- O patrolach zwycięskiej ludzkiej armii nie wspominając ; odrzekła Elaive korygując symbole
- Więc jest to jedyna rozumna alternatywa ; dokończyła Avialee - Tu będzie łatwiej się obronić przed orkami. Najmniejszy element rozpraszający podczas rytuału, a możemy skończyć gorzej niż tamta kuprogłowa ptaszyna;
- Nie łatwiej byłoby bronić zamku? Przecie jużeśmy raz ich atak odparli;
- Nie ; ucięła Elaive ; tylko tutaj sploty magii są jeszcze w miarę stabilne dzięki wysiłkom Hardina i jego podopiecznych. Nie na tyle, by otworzyć portal, ale do obrony wystarczy. Szamani mogą się obejść bez arkanów, wszak to duchowni, opierający moc na sile modlitwy. Jedyne, co opierają na Sztuce, to Wykradzenie Esencji, a bez tego też sobie dobrze radzą. Za to połowa naszych umiejętności była by o kant rzyci rozbić ; nawet nasi rycerze parają się magią. Nadto łatwiej obronić jedyne wejście, niż obstawiać całe mury. A jest jeszcze i Hardin ; pomoże nam w zamian za nasze sekrety.
- Durocu! ; zakrzyknęła Avialee ; trzeba wnet rozpocząć rytuał!
- Dziecko, co Ty myślisz, że wykucie takiego posążka to hop-siup i gotowe? Ja tu tworzę dzieło sztuki a nie uprawiam modelarstwo hobbystyczne!
- Jeśli się nie pospieszysz się z tym dziełem sztuki, to podziwiać go będą co najwyżej cholerne karaluchy ; rzekł widocznie zaniepokojony Erllandor
Mistrz rzemiosła dokonał finalnych poprawek i ostatnia figurka znalazła się na swoim miejscu. Nagle rozległ się głos spiesznych kroków, a z korytarza wybiegł zdyszany Tzeentch.
- Orkowie ; wydusił z siebie trzymając się za pierś i chwiejąc się na nogach ; Nadchodzą z Doliny Smoków. Nie są sami. Na czele idzie przywódca tych ludzkich fanatyków, którzy wyrżnęli wioskę mrocznych. Jakimś cudem dowiedzieli się o nas. Chcą ostatecznie rozwiązać kwestię mrocznych elfów.
- Nilh, Ward, Ver, uformujcie pierwszy szereg, a tak ściśle, żeby się pchła nie prześliznęła ; rozkazał Namiestnik nie tracąc zimnej krwi ; Binosie pamiętaj o regenerowaniu ich sił witalnych, Mel, Uth, bądźcie tuż za nimi i proszę mi ich ładnie dopingować tańcami! Dim, jak tylko się pojawią poślij im Twojego bydlaka. Adano wznoś już swe modły i wywieszcz nam zwycięstwo! Elendilu zasyp ich kośćmi ; tylko teraz nie pomyl się i nie użyj tych z obiadu! To samo tyczy się Ciebie Gromoxie.
- Musimy zaczynać! ; wrzasnęła Avialee
Bliźniaczki, Namiestnik i Kowal Zakonu chwycili się za ręce okrążając stół. Siostry zaczęły z cicha zawodzić modlitwy. Kiedy miały już przechodzić do właściwego rytuału stolik nieznacznie się zatrząsł. Otworzyły oczy.
Coś nie tak? ; spytał zaniepokojony Duroc.
Posadzka wraz ze stolikiem drżały coraz bardziej. Ze sklepienia jaskini poczęły się sypać odłamki skały. Erllandor spojrzał ku górze a skóra na jego twarzy pobladła.
- Odskocz! ; wrzasnął, a cała czwórka cudem uniknęła zmiażdżenia przez odłamek stropu. Hukowi skały zwalającej się na ołtarz towarzyszył dźwięczny brzęk tłuczonych w drobny mak statuetek. Kiedy zebrani podnieśli się i ujrzeli to, co przed chwilą było ołtarzem, na ich czołach pojawiły się strużki zimnego potu, a przerażenie chwyciło ich za gardło i poczęło bez miłosierdzia dusić. Grobową ciszę przerwała Elaive.
- Nie mamy wiecej statuetek? ; zapytała łamiącym się głosem
Duroc chciał odpowiedzieć, ale nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Pokręcił głową przecząco. Przełknął ślinę i rzekł:
- Zostały mi tylko nieociosane kryształy.
Po krótkiej chwili Avialee wzięła głęboki wdech i powiedziała:
- Elaive bierz inkaust. Wyrysujemy krąg na posadzce. Dawaj te kryształy Durocu. Postawimy je w takiej pozycji, w jakich stały posążki. Nadaj im w miarę humanoidalne kształty, na nic więcej nie mamy czasu. I niechaj Shillien ma nas w swej opiece;



